Photobucket


14: 06
17 lipca 2009
kom




od poniedziałku jestem chora. ciężko chora. albo jakiś ostry wirus żołądka albo jakie zatrucie czy co. no nie wiem już nie wiem. mózg mi się odwodnił. i nie tylko on. jelita tańczą brejka, a żołądek kankana.
wczoraj było już trochę lepiej, aż do momentu spożycia kanapki- kamikadze uwaga uwaga-z pomidorem. tak. to było kamikadze. no może takie pół kamikadze, bo jeszcze jakoś dycham.
w spożywaniu z pewnością ratowałyby mnie dietetyczne kardamonowe
sucharki z IKEI(polecam zdrowym pobratymcom) gdyby nie fakt, że


a) aparat ortodontyczny uniemożliwia przegryzienie sucharków
                                                                                                            b) przegryzienie sucharków umożliwia zaś wypadnięcie szczęki, do czego pretenduję...                                                                                                                                                                                   za wszelkie rady w stylu "weź stoperan" z góry serdecznie dziękuję. powiem Wam, że "gówno" pomaga :) dosyć zwierzeń gastrycznych, teraz o kulturze. bo od młodzieży przecież powinno się wymagać kultury.


pamiętacie taką piosenkę o-o mo-gę wszy-stko! wszystko możliwe jest gdy tyyyy...?
no jasne, że pamiętacie. a teraz coś co Was zaskoczy, a innych może nie... otóż Molęda to moje drugie ja. na dowód zamieszczam fotografię pochodzącą z tego okresu. przy okazji zaznaczam, iż wokalista L.O.27 Jakub Molęda wyraźnie stylizuje się w tym czasie na mnie. no dobrze pierwszy może i był Nick Carter. i to najpierw na niego stylizowałam się ja, a potem na mnie Kuba
Molęda (którego zresztą bardzo cenię, bo talenciak jest. zupełnie przy
okazji dodam, że moja nadzieja wciąż czeka aż Kuba napisze i obroni
pracę mgr i zacznie śpiewać publiczniej, bo jak jazzuje to aż miło...)















w dalszej części programu będę ubliżać w myślach telewizji polskiej. intensywnie myślę od wczoraj: dlaczego programy ciekawe, opiniotwórcze,
"misyjne", o walorach poznawczych są spychane w ramówce "na
jutro"(czyt. programy po 00:00)? dlaczego za TYLE kasy robi się
familiadę, taniec na zamarzniętej wodzie i czego najbardziej zrozumieć
nie mogę program pana Janowskiego o jakich tam melodiach, który trwa
już dwanaście sezonów-czytaj 12 LAT!!!


przecież to są gówna. a gówna powinny kosztować tyle, co składniki potrzebne do wypełnienia jelit.


plus ew. drobne na toaletę, żeby je wypróżnić.
co za brunatne metafory! nie mogę się z tym pogodzić!


skąd mi się to wzięło? otóż wczoraj o godzinie 00.55(sic!), kiedy już
nawet Janowskiego nie ma w telewizji(a jest zawsze jak włączam tvp)
oglądałam fantastyczny dokument:



Czy świat oszalał? - Podglądanie Korei Północnej


po Pyongyangu Guy'a Delisle zaczęłam szerzej otwierać uszy na sytuację Północnej Korei.



(to dowód na to, że komiksiki edukują :)


film ze stajni National Geografic.
został skręcony w 2007 roku, produkcja brytyjska. dokument jest od 12-go roku życia, tym bardziej nie rozumiem godziny emisji. film trwa 51 minut i bardzo warto go zobaczyć.


słuchajcie, to naprawdę jest kosmos.
jadący tam leczyć niewidomych i chorych na zaćmę, lekarze, przemycają kamerę pod pretekstem dokumentacji zabiegowej. okazuje się, że aparatura medyczna wysokiej klasy(ofiarowana w darach przez Amerykanów) nie jest w ogóle używana. bo nikt nie potrafi jej obsługiwać. a nawet jeśli potrafi, to nie ma
takiej potrzeby(wielki przywódca wszystkich przecież uleczy). poza tym
nawet gdyby była, to i tak czasem nie ma prądu...albo po prostu czasem
jest..


zakrwawione, nieumyte i zaszlamione stoły operacyjne.
kroplówki zrobione z butelek po piwie. dzieci wyglądające jak charciki włoskie. obozy koncentracyjne. obozy pracy. i Kim Dzong Il- największy odbiorca koniaczku Hennessy na ŚWIECIE! koneser filmów na dvd(zapewne na blu-rayu) mający w swej kolekcji 20.000 filmów światowych twórców- kinoman, nie? i największy, choć najmniejszy żyjący kutas świata.


na pytanie kierowane do niewidomej babci "co jest najgorsze w byciu niewidomym", odpowiada zięć.
a odpowiada błyskawicznie i bez zastanowienia "oczywiście najgorsze
jest to, że nie może oglądać portretów ukochanego przywódcy". po czym
cała rodzina się wzrusza.
po udanej operacji babcia zaczyna widzieć.

pada na twarz przed portretowym duetem Kimów i dziękuje mu za odzyskanie wzroku.
następne tysiąc osób robi dokładnie to samo. jeden starszy pan, który również szczęśliwie odzyskał wzrok krzyczy w
stronę portretów, bije pokłony i deklaruje, że w tej chwili idzie do
wojska (po karabin) i zabije wszystkich Amerykanów, zupełnie
bagatelizując fakt, że właśnie Amerykanin przywrócił mu widzenie.



co ciekawe, Zachód jeździ do Korei by leczyć armię wroga.
kręci bacik na własny tyłeczek. pytanie, po co to faktycznie robi? czy nie jest wygodniej, żeby Korea z głodu wymarła? żeby całkowicie straciła siłę, wykoleiła się i uschła? po co te humanitarne wyprawy? czy ktoś wierzy w efekty tej pomocy? po co więc? żeby nakręcić taki właśnie film dokumentalny? żeby pokazać czteropasmowe, puste, asfaltowe drogi? wychudzone dzieci? gigantyczne pomniki ukochanego przywódcy? albo
bajkowe osiedla atrapy(zupełnie jak z "Misia:", tyle, że nie z kartonu,
a betonu).



nie wiem, nie wiem, nie wiem.
ale wiem jedno.  musimy takie filmy oglądać, a telewizja, zwłaszcza "polska" ma obowiązek takie filmy pokazywać. i nie o pierwszej w nocy, kiedy wszyscy śpimy, bo rano musimy wstać i nakręcać kapitalizm. tylko w cywilizowanych porach, bo to cywilizowany kraj, który czasem
może chciałby pomyśleć i zastanowić się. ale tym razem nad pytaniem
innym niż "jaka to melodia?".







ogłoszenia parafialne:
1) Kasiu, jak się wyleczę to kawa!
2) Anito, jak się wyleczę to kawa!
3) KMH, jak się wyleczę to kręgle!
4) Huberciku, jak się wyleczę to kręgle i kawa!
5) Mapedzie, przepraszam, że mnie nie było, ale obiecuję, że będę kiedyś w Lublinie to Cię odwiedzę!
6) Wszystkich innych przepraszam za brak kontaktu. tak to jest jak choroba...poza tym po sesji trzeba odpocząć, a i praca w między czasie się przydarza...


18: 11
19 lipca 2009
kom



"kim będziesz kiedy dorośniesz" to takie zdanie, które każdego kiedyś dotyka. choćby raz. całkiem niedawno zdałam sobie sprawę, że nie wiem kim będę, kiedy dorosnę. ale po chwili zdałam sobie sprawę ,że jeszcze mocniej niż "kim" i "kiedy" nie wiem "czy". są przecież ludzie, którzy nigdy nie dorastają- bo na przykład umarło im się po drodze. są jeszcze tacy, którzy nigdy nie są dziećmi lub tacy, którzy nigdy nie stają się dorośli.
no bo "dorosnąć"...? do czego? żeby przejechać się najfajniejszą kolejką w Disneylandzie wystarczy 140 cm wzrostu. styknie mi więc.

pomyślałam też, że jeszcze mogę być każdym. i matką i ciotką i nauczycielem i scenarzystką i tancerką i barmanką i kaskaderką(?) i posłem i hodowcą winniczków i restauratorem i dyrektorem i piosenkarką i aktorką i kierowcą i reżyserem i fotografikiem i malarką i rzeźnikiem i zakonnicą i projektantką mody i wegetarianką i stylistką i grafikiem komputerowym i zawodowym kręglarzem i pisarką i kosmetyczką i charakteryzatorką i krawcową a nawet dentystką.
niestety pomyślałam także, że już nie mogę być baletnicą, olimpijczykiem, pianistką, papieżem, kosmonautą, pilotem i gołębiem pocztowym.
jaka mnie więc czeka przyszłość? o co chodzi i dlaczego? mam nadzieję, że dowiem się wkrótce albo chociaż kiedyś.



dialog "międzypaństwowy" powstał w konsekwencji zagłębiania się procedury wizowe do stanów. mieliśmy z Bartkiem takie marzenie, żeby ósmego grudnia 2010 roku być w nowym jorku. ósmego grudnia tegoż roku minie trzydzieści lat od śmierci naszego(a mojego na pewno) idola- Johna Lennona. takie mieliśmy marzenie. mieliśmy.

po przeczytaniu procedur wizowych, a raczej promesowych czuję się poniżona, zarówno jako osoba prywatna jak Polka i Europejka. i pieprzę całą amerykę, która do tej pory wydawała mi się "warta zachodu". minęły już czasy gdy podróż za ocean była prestiżem dla bogaczy (czyt. mających pieniądze). dziś każdego-po mniejszych/większych oszczędnościach stać na podróż do us&a, więc nie rozumiem całej tej komplikacji w przypadku wizy turystycznej.
oczywiście, że fantastycznie byłoby pojechać do Sundance, zobaczyć kaniony sroniony, parki, statuły, steki, frytki, pierdy mierdy, zrobić zakupy i zdjęcia, zabrać dupę i wrócić. ale ameryka, choć w kryzysie nie potrzebuje naszych złotówek, a raczej swoich dolarów. niech więc się wypcha, bo my wypychać jej na "takich" warunkach nawet nie zamierzamy.

p.s. spadajcie ze swoją tarczą na swoje wizy! siurasy jesteście i tyle.

















2017

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2016

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2015

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2014

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2013

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2012

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2011

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2010

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2009

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2008

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2007

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2006

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień


















księga gości



ładnie proszę o nie kradzenie zdjęć, BO: prawka autorskie.
jeżeli podobają Ci się moje prace i chcesz ich użyć, skontaktuj się ze mną.

koka.skowronska@gmail.com

















The Comic Roids Project