ironia, cynizm, sarkazm, żart i czarny humor to cała moja adoptowana rodzina. mieszkam z nimi na co dzień. lubimy się. życie w takiej komunie proste nie jest. na szczęście nie są to "ludzie chorągiewki". to konsekwentni mężowie stanu. przeważnie wiedzą czego chcą, a czego nie chcą to już na pewno. stronią od alkoholu i narkotycznych posiłków, w roku wypalają liczbę papierosów nie przekraczającą ilości palców lewej dłoni (bez amputacji rzecz jasna). nie rozumieją wyjebanych tatuaży na wszystkich możliwych organach, a kolczykowanie się uważają za orientalne. zwłaszcza w pępku. mają całkiem spory zasób słów i lubią mówić. dużo mówić. nawet bez powodu. a ponieważ to akurat milczenie jest złotem, nie są do reszty bogaci.
kłócą się jak wszyscy współlokatorzy. wobec kobiet gentlemańsko postępują. otwierają im drzwi do samochodu (jeśli tylko mają prawo jazdy), nie strzelają fochów i ponad wszystko je szanują - w końcu ich matki też były kobietami!
bardzo też przeżywają wszelkie katastrofy lotnicze, zwłaszcza te z udziałem prezydenta. nawet jeśli nie darzyli go sympatią.
nie rozumieją jednak magicznej czarnej wstążki powiewającej na flagach i chorągiewkach.
flagach narodowych i chorągiewkach wszystkich możliwych korporacji świata, które w imię żałoby nadal REALizują się 'z przyjemnością' albo myślą 'pozytywnie każdego dnia' (jak kolega Carrefour). a ponieważ moi współlokatorzy są inteligentni nie posądzą mnie nigdy o profanację, dzieci i błaze nadę, powiedzą tylko wielka szkoda i poklepią bratersko po ramieniu.
do broni kochani. do broni!



Name:

Komentarze: